Motocykl idealny dla mnie nie jest idealny dla Ciebie!
Miał być powrót do korzeni, a wyszło… zaskakujące odkrycie, że już z tych korzeni wyrosłem. BMW R 1300 RS i R 12 S to motocykle, które na papierze miały być bliskie ideału – szczególnie dla kogoś, kto swoją motocyklową drogę zaczynał właśnie od boksera. A jednak, po testach obu modeli, musiałem zrewidować swoją miłość do 2 cylindrów od BMW.

Dzisiaj opowiem Wam o tym, jak techniczny ideał nie zawsze przekłada się na emocjonalne dopasowanie. I dlaczego warto jeździć testowo nie tylko po to, żeby potwierdzić wybór, ale przede wszystkim, żeby go przemyśleć na nowo.
Powroty do korzeni nie zawsze są łatwe
Ponieważ moja przygoda motocyklowa zaczęła się od BMW R 1250 RS (»zobacz na moim IG), to na premierę jego następcy – R 1300 RS – czekałem z niecierpliwością. W międzyczasie zakochałem się w wyglądzie i “historii” R 12 S. Caffee Racer zbudowany na dobrze znanym mi silniku powinien być dla mnie spełnieniem marzeń o tego rodzaju sprzęcie. Ostatni tydzień pozwolił mi zweryfikować tezę o starej miłości, która nie rdzewieje.
Na pierwszy rzut oka taki R 1300 RS jest wręcz ideałem! Ładny, zgrabny, zaskakująco zwrotny, prowadzi się jak rower, a do tego doposażony w masę technologicznych wodotrysków. Konfigurator BMW, o ile jest bezlitosny dla portfela, o tyle pozwala zaprojektować motocykl totalnie pod siebie.
Parametry silnika robią wrażenie nie tylko na papierze. 145 KM i 149 Nm dostępnych bardzo szybko od dołu (zaleta boksera), to nie są wartości, na które można narzekać.
👉 Jak cieszyć się jazdą w grupie – 8 zasad, sprawdzonych w praktyce!
A jednak powrót do 2 cylindrów po 2 sezonach jazdy na “czwórkach” okazał się bardziej bolesny, niż mogłem się spodziewać. Przywykłem już do gładkiej, “jedwabistej” pracy silnika na tyle, że powrót do twardego, chropowatego charakteru boksera okazał się nie do przejścia. Nie zrozumcie mnie źle – jeździło mi się tymi motcyklami rewelacyjnie. Zarówno R12S jak i RS’ka dają ogrom frajdy z jazdy, ale w każdym przypadku na koniec brakowało mi jednego – kultury pracy i tej gładkości czterocylindrowego silnika.

Nie chcę nikogo przekonywać, że bokser to gorsze rozwiazanie od “czwórki”. To jest ani lepsze, ani gorsze rozwiązanie – ono jest inne. Ma zupełnie inny charakter i dzisiaj – jak się okazuje – to już nie jest moja bajka. A jednocześnie sylwetka tej R12 w tej odsłonie urzeka mnie za każdym razem!
Zautomatyzowana skrzynia w motocyklu? Nie dla mnie!
Nie przekonała mnie do siebie również zautomatyzowana skrzynia biegów (ASA). Prawdę powiedziawszy trudno jej cokolwiek zarzucić – zarówno w trybie automatycznym jak i manualnym biegi wchodzą gładko, wręcz nie czuć zmiany biegów. Klik, klik i dwa biegi zredukowane! Nawet do działania pełnego automatu da się przyzwyczaić i z łatwością sobie wyobrażam, że w trasie przez pół Europy takie rozwiązanie może znacząco ograniczać zmęczenie. Ale… czy po to wsiadam na motocykl, żeby po całym dniu jazdy “nic nie czuć”? Ja oczekuję jednak pewnej dawki wrażeń z jazdy i odrobiny emocji. Gdybym chciał podróżować w pełnym komforcie wybrałbym auto… albo samolot.
Korzystajcie z jazd testowych
Dlatego warto korzystać z jazd testowych, dni otwartych, czy takich inicjatyw jak »BMW Urban Garage! Nie po to, aby utwierdzić się w wyborze, lecz żeby poznać inne opcje i być może… uniknąć kosztownego rozczarowania. A może właśnie potwierdzić, swój wybór?!
Motocykl to nie tylko zbiór technicznych parametrów. Nie da się go wybrać (tak jak ja to próbowałem zrobić przy swoim pierwszym motocyklu) w Excelu, czy na kartce papieru. To nie samochód, gdzie parametry silnika i kilka innych cyferek już dają pewien ogląd, czy to może być to, czego szukasz. Moto to emocje, ergonomia, rytm silnika, reakcja na gaz, interakcja z podwoziem, z hamulcem, z manetką, a wszytko to przepuszczone przez Twoje subiektywne odczucia. Tego nie sprawdzisz w specyfikacji technicznej. Tego nie dowiesz się z recenzji na YouTubie.
Owszem, jeżeli kupujesz Harley’a czy Ducati z plakatów dzieciństwa, to ktoś mógłby powiedzieć, że warto w ciemno spełniać takie dziecięce marzenia. Ale czy kiedy już pierwsza ekscytacja opadnie, nadal będziesz zadowolony z tego wyboru? Czy w codziennym użytkowaniu tego zauroczenia nie przyćmią te drobne wady, których wcześniej nie zauważałeś? Czy ta chwila radości, jest warta tej późniejszej frustracji?

Motocykl to nie jest racjonalny zakup. Motocykl ma budzić emocje –przede wszystkim w Tobie! Jeśli nie ma chemii, to nie ma znaczenia jak bardzo podoba się kolegom.
Jeśli planujesz zakup nowego motocykla, umów się na jazdę testową. Świadomie. Spokojnie. Może nawet wypożycz sobie ten wymarzony model na weekend lub tydzień. Wiedz, czego szukasz, ale bądź otwarty na zaskoczenie. To najlepszy sposób, by nie kupić maszyny, która będzie rewelacyjna na papierze, ale nie Twoja w duszy.
LwG!


