Masz motocykl? To na pewno ktoś cię nie znosi.
Sąsiedzi, kierowcy, piesi – każdy znajdzie powód, żeby się zirytować. Może jesteś „tym gościem” z osiedla, który budzi pół bloku. A może “cwaniakiem”, który mija korek. Motocykliści budzą emocje. I nie zawsze są to emocje, które chcielibyśmy budzić.
Ten tekst to nie hejt. To lustro. Zajrzyjmy w nie razem – zanim kolejna osoba nazwie nas „bandą bezmózgich dawców organów”

.
Dlaczego motocykliści budzą negatywne emocje?
W jednym z pierwszych wydań newslettera pisałem, że »motocykliści nie są jednolitą grupą. Budzą różne emocje – czasem pozytywne, ale często również te negatywne..
Najbardziej entuzjastycznie na widok motocykla reagują oczywiście dzieci – zarówno te młodsze, jak i nastolatki. Czasem uśmiechnie się też dorosły chłop, który całe życie marzył o motocyklu, ale teraz to już „żona nie pozwala”, lub dorosłość daje mu w kość na kilka innych sposobów a w ogóle to na takie „fanaberie” to już sobie nie może pozwolić. A reszta społeczeństwa? Cóż, im dajemy cały wachlarz powodów, by nas nie znosić.
Powiedz na osiedlu
Pierwsze problemy zaczynają się już przy wyjeździe z domu. Wczesne poranne starty lub późne powroty na głośnym wydechu nie przysparzają nam sympatii. To może być zaskoczenie, ale nikt nie lubi być budzony, bladym świtem czy późnym wieczorem. W najgorszym scenariuszu zniweczysz dwugodzinny wysiłek młodego ojca (czy matki), którzy dopiero co wygrali walkę o uśpienie bobasa. A taki rodzic, któremu właśnie zafundowałeś restart tego żmudnego procesu nie będzie pałał miłością do motocyklistów, a zadra zostanie głęboko i na długo.
Kolejny punkt zapalny to parkowanie. Panuje przekonanie, że „motocykl wszędzie się zmieści”. Niby tak, ale… nie. Jeśli postawisz go tak, by nie blokował chodnika, pewnie nikt nie będzie miał pretensji. Problem w tym, że dla jednych „przejście” oznacza miejsce na stopę, a dla innych – przestrzeń na wózek dziecięcy. Warto o tym pamiętać.
Nie wspomnę nawet o rozsądnym poruszaniu się po drogach osiedlowych. Każdy motocyklista powinien zdawać sobie sprawę, że “zza krzaka” może w każdej chwili wyskoczyć pies, piłka czy – co gorsza – dziecko. Nawet 50 km/h w takim miejscu nie gwarantuje bezpieczeństwa, a już na pewno nie pomagają popisy typu przelot “na gumie” przez pół osiedla.
Mam ten styl
Dla wielu motocykl to styl życia. Jeśli objawia się to w akcjach charytatywnych, jak Moto Mikołaje czy Moto Orkiestra, to super. Gorzej, gdy styl życia oznacza grupowe przejazdy blokujące miasto, utrudniające życie kierowcom i pieszym. Nie mówiąc już o nagminnym łamaniu przepisów ruchu drogowego. Serio, to że jedziecie grupą 50 maszyn nie oznacza, że inni uczestnicy ruchu drogowego, mają się dostosować do Waszego przejazdu. Takie zachowanie podnosi tylko poziom frustracji kierowców samochodów. A przecież wiemy, że ten najczęściej jest już wystarczająco wysoki.
To moje życie, tak, to moja droga
Zachowanie na drodze to temat rzeka. Nawet tak normalne rzeczy, jak przeciskanie się w korkach, budzą kontrowersje. To legalny i bezpieczniejszy manewr niż stanie między samochodami, ale dla wielu kierowców wygląda jak cwaniactwo. Bo czemu motocykliści mają mieć lepiej?! Choć tu akurat trudno nie zauważyć dużej, pozytywnej zmiany w ostatnich latach. Co raz częściej jednak kierowcy (jeśli tylko dać im szansę, żeby nas zobaczyli) starają się motocyklistów przepuszczać.
Głośne wydechy to kolejna sprawa. W teorii „ratują życie”, w praktyce – antagonizują społeczeństwo. Strzelanie z wydechu obok auta z dziećmi? Gwarantowany sposób na zyskanie nowego wroga.
Fakt, że kierowcy często nas nie widzą, wcale mnie nie dziwi. Przyzwyczaili się do innych uczestników ruchu podobnych rozmiarów. Jeśli nie patrzą w lusterka i rzadko używają kierunkowskazów, to odpowiedzialność za własną widoczność spada na nas. I wcale nie trzeba w tym celu ryczeć wydechem – wystarczy odpowiednie ustawienie w pasie ruchu i delikatne mignięcie długimi światłami.
Świetną ilustracją tego jak słabo nas widać z większej odległości jest to wideo:
Lista grzechów jest długa: wyprzedzanie na trzeciego, nagłe pojawianie się w martwym polu, agresywne wyprzedzanie po obu stronach aut, traktowanie dróg publicznych jak toru wyścigowego… Można wymieniać bez końca.
Oczywiście nie wszyscy jesteśmy źli do szpiku kości! Jednak to właśnie te kwestie najczęściej pojawiają się w narzekaniach kierowców i pieszych. To takie zachowania najmocniej zapadają w pamięć i budują szkodliwe stereotypy o motocyklistach. I tylko my, motocykliści, możemy zmniejszyć poziom irytacji otoczenia, zachowując się czasem odrobinę rozsądniej. A to nie wymaga dużego wysiłku, prawda?
Dajcie znać w komentarzach jaka jest Wasza opinia na ten temat.
Jeśli jeszcze nie subskrybujesz – kliknij „Subscribe”.Dzięki temu nie przegapisz kolejnych wydań.
Będzie mi też bardzo miło, jeśli udostępnisz ten tekst znajomym – mailowo, na Facebooku, gdziekolwiek. Może komuś otworzy oczy. Albo chociaż wywoła dyskusję.
Do “zobaczenia” na drogach!



Jeden komentarz