Toyota Avensis – może i niezawodna, ale na pewno niefunkcjonalna!

Zmuszony okolicznościami przesiadłem się ze swojego Superba do zastępczej Toyoty Avensis. Niby to auta z tego samego segmentu, a jednak Toyota jest w tyle w stosunku do… No właśnie! Mam wrażenie, że to nie tyle Niemcy odskoczyli Japończykom co po prostu cały motoryzacyjny świat przez ostatnią dekadę poczynił postępy. A Japończycy stanęli w miejscu.

Przymusowa zmiana

Jak się nie używa lusterek to w końcu ląduje się komuś przed samą maską ;). Czasem kończy się niegroźnym wymuszeniem pierwszeństwa, a czasem kończy się gorzej. Zupełnie jak w przypadku pani, która postanowiła zmienić pas w momencie kiedy moja maska zrównywała się już z tyłem jej samochodu. Jedyne co mogłem zrobić to uciec na krawężnik. Jak wiadomo alufelgi to raczej miękka część auta i wyszło jak na powyższym zdjęciu.

Drobna dygresja: Policjanci z drogówki nie dali się przekonać, że włączony kierunkowskaz zapewnia bezwarunkowe pierwszeństwo i „Pan mnie powinien przepuścić, bo ja miałam kierunkowskaz”. Zupełnie złośliwie – w mniemaniu Pani, która wykonała ten szaleńczy manewr – uznali, że pierwszeństwo ma kierowca poruszający się swoim pasem ruchu.

Avensis, czyli kto to panu tak koncertowo spier…?

Skodzina oddana do ASO na wymianę felg, zbieżność i ogólne „przebadanie” po spotkaniu z krawężnikiem (szczęśliwie przy niewielkiej prędkości). Poprosiłem leasingodawcę o zorganizowanie auta zastępczego. Na wszelki wypadek dopytałem jaki to będzie samochód, ale pracownik infolinii uspokoił mnie, że coś tej samej klasy „jakaś Insignia lub coś podobnego”. Z tej Insigni to się nawet trochę ucieszyłem – wszak to jest całkiem fajne autko. Nie wiem kto i w jaki sposób doszedł do wniosku, że Toyota Avensis to jest auto porównywalne z Superbem czy Insignią… BO NIE JEST!

Pozycja za kierownicą

Już na samym początku, kiedy tylko usiadłem za kierownicą, przypomniałem sobie dlaczego Avensis odpadł w przedbiegach. W tym aucie trudno jest zająć prawidłową, czy choćby w miarę przyzwoitą, pozycję za kierownicą. Zwłaszcza gdy mas się więcej niż ok. 170-175 cm. Przy moim wzroście (~194 cm) kłopot jest nie tylko z prawidłową pozycją, ale z zajęciem pozycji, która zagwarantuje elementarne bezpieczeństwo kierowcy.

fot. materiały prasowe Toyota

Przy fotelu kierowcy opuszczonym najniżej jak to możliwe oraz kierownicy podniesionej maksymalnie do góry odległość między siedziskiem a dolną częścią wieńca kierownicy to jakieś 20 cm. Serio! Efekt jest taki, że chcąc skręcić kierownicę o 90 st. uderzam ręką w udo, bo miejsca między nogą a kierownicą jest „na kartkę”. Przy tak ogromnym kole kierownicy to nawet nie powinno dziwić. Tę kierownicę można by przełożyć z powodzeniem do jakiejś wielkiej ciężarówki!

Ergonomia

W sumie brak ergonomii na każdym kroku.

  • Niby są fizyczne pokrętła np. od klimy, natomiast są tak „płytkie”, że trudno je złapać bo opuszki palców zsuwają się z pokrętła.
  • Niby jest elektroniczny hamulec ręczny, ale zaciąga się go wciskając przycisk, a zwalnia zaciągając go do siebie… Gdzie była logika przy projektowaniu tego rozwiązania?
  • Niby jest gniazdo USB (sztuk: 1), ale nie ma miejsca na bezpieczne odłożenie telefonu.
  • Niby jest bluetooth, ale telefonu mimo wielu prób nie udało mi się podłączyć.
  • Niby jest system infotaiment, ale dobrze (nowocześnie) to on wyglądał może 15 lat temu.

Skrzynia biegów i silnik, czyli dramat za dramatem

Skrzynia biegów (manual) w tym modelu to kompletne nieporozumienie. Każdy bieg ma swój „przedsionek”. Objawia się to tym, że przed wrzuceniem biegu drążek łapie niewielki opór jeszcze przed wskoczeniem biegu. W efekcie można mieć wrażenie, że bieg już wszedł w sytuacji kiedy jesteśmy dopiero w przedsionku danego przełożenia. O ile można z tym żyć przy wrzucaniu biegu, o tyle przy wyrzucaniu na luz drążek lubi wskoczyć na ten „półbieg” w położenie przeciwne. Wyrzucając z trójki lądujemy w „przedsionku” czwórki i trzeba jeszcze dwa razy sprawdzić czy auto jest na luzie, czy jednak na biegu.

fot. materiały prasowe Toyota

O silniku mogę tylko powiedzieć, że fajnie by było jakby takowy montowano w Toyotach! Rozumiem, że dwustukonny diesel to inna bajka niż 143-konna (wolnossąca) benzyna. Jednak fajnie by było, gdyby auto tych gabarytów, miało jakiś zapas mocy i momentu obrotowego. Dwa, czy trzy razy podjąłem próbę sprawdzenia przy jakich obrotach pojawi się przyspieszenie. Okazało się, że nie ma takiego momentu! Nie ma takich obrotów, na których ten silnik pozwala wykonać bezpieczne wyprzedzanie na trasie lub dynamiczniej przyspieszyć. I mówię to po doświadczeniach jazdy po mieście, bez pełnego obciążenia. Nie wyobrażam sobie zapakowania do tego samochodu rodziny na majówkę, czy wakacje i ruszenia w trasę.

Powiecie, że może nie ma wielkiej mocy, ale zapewne jest ekonomiczny. Niestety nie jest! 143 kuce w benzynie, jeżdżone naprawdę płynie, eko, defensywnie i zdecydowanie spokojniej niż „Kurą” pali w mieście 10-12 litrów. Dla porównania blisko 200 kucy w VAGowskim dieslu zużywa 9-10 litrów – nie więcej. A dochodzi jeszcze chętnie użytkowane ogrzewanie postojowe, które też zawsze trochę tego paliwa „bierze”.

Niech mnie ktoś teraz przekona, że do miasta to tylko benzyna i spokojnie wystarczy 120 KM w jednolitrowym silniku. Nie, nie wystarczy. Chyba, że celem jest torturowanie kierowcy.

Całość dobrze podsumował Jakub na twitterze:

Naprawdę jest dla mnie co najmniej zaskakujące jak można być, co by nie mówić, jednym z liderów zmian w całej motoryzacji, a jednocześnie produkować samochody tak niedopracowane, nieprzystosowane… Wręcz słabe.