Czego nie rozumiesz w fenomenie Nintendo Switch?

Nie jestem znawcą rynku gier. Nie jestem nawet jakoś wybitnie zapalonym graczem (choć tu małżonka zgłosiłaby votum sepratum). Natomiast w przeciwieństwie do większości (jeśli nie wszystkich) krytykujących Nintendo Switch miałem okazję trochę pograć i spędzić z konsolą “kilka” godzin.

Screen z gry “The Legend of Zelda: Breath of the Wild”

Zarzuty jakie widzę wobec NSa opierają się najczęściej o kilka argumentów:
– nie ma gier
– jak już są to porty, nic oryginalnego
– te gry to same starocie, nic nowego
– przecież to tylko kawałek plastiku (z możliwością dokupienia kawałka kartonu).

Tak na prawdę trudno dyskutować z tymi zarzutami. Tak, gier jest mało, tytuły to raczej nic nowego (poza nielicznymi wyjątkami), graficznie nie powalają… A jednak!

A jednak jeśli, tak jak ja, masz lat 30+ i pamiętasz Street Fightera na automatach, River Raid wgrywany z kasety oraz pierwsze Pegasusy na cardridge to Nintendo Switch Cię zachwyci. A zachwyci nie tyle powalającą grafiką czy ekskluzywnymi tytułami, jak by życzyli sobie młodsi koledzy nie mający jeszcze okazji “zmacać” konsoli. Zachwyci tym, że od pierwszego momentu pozwoli Ci poczuć się tak jak te 15 czy 20 lat temu, kiedy 5 kumpli patrzyło “przez ramię” i podpowiadało jak przejść na kolejny level. Ta konsola to maszyna do podróży w czasie,która pozwoli Ci na powrót do Super Mario Bros. czy Raymana.

Nie wiem na ile intencjonalnie, na ile przypadkowo, ale Nintendo ze Switchem wstrzeliło się idealnie w “potrzeby” czy może bardziej w nostalgie statystycznego gracza (https://www.chip.pl/2017/04/sredni-wiek-gracza-to-35-lat/). NSa nie kupuje się dla tańszych gier, ani dla najnowszych gier. NSa — i tu bazuję, na kulawym wnioskowaniu ze swojego otoczenia — kupuje się właśnie dla tego doświadczenia podróży w czasie. Dla długich godzin z Mario czy Zeldą. A ponieważ produkt, jak mniemam, kupują ludzie których nie boli wydanie 200 PLN na podróż w czasie to trudno narzekać na ceny gier. Te zresztą z wielu powodów są jakie są i to się raczej nie zmieni. Ceny ze Stadionu Dziesięciolecia (pozdrawiam Warszawskich graczy) już nie wrócą!

Jeśli patrzysz na Nintendo Switch jak na konsolę do grana to faktycznie trudno jej się mierzyć z PS4. Natomiast jeśli spojrzeć na NSa jak na doświadczenie, trudno się nie zachwycić.